<<< Rozdział 7 | Rozdział 9 >>>

Rozdział 8: Brandys i Kompania

  

Jednym z najbezwzględniejszych a jednocześnie najbardziej zachłannych lichwiarzy Warszawy był Israel vel Henryk Brandys, syn pachciarza spod Łodzi, urodzony w majątku Ordęgów. Już jako chłopiec parał się lichwą pożyczając otrzymane od ojca pieniądze chłopcom, na wysoki procent i krótki termin. (skad my to znamy dzisiaj Balcerowicz i chłopcy z URSUSA)

Z Łodzi został wypędzony za wyjątkową pazerność przez konkurencyjny lichwiarski syndykat żydowski. Zajmuje w Warszawie luksusowe mieszkanie wraz z dwoma synami: aplikantem sądowym i studentem prawa. Rozporządza własną siecią pośredników na prowincji. Zajmuje się skupem i przemytem walut oraz przestępczym handlem papierami wartościowymi. Organizuje i finansuje przemyt do Polski.

Jest nieoficjalnym właścicielem jednego z banków. Pieniądze wozi wielkimi walizami, które każe ostentacyjnie nosić przed sobą. Zawsze ma pod kamizelką szeroki pas z naszytymi kieszeniami wypełnionymi różnymi walutami. Jest rekinem pierwszej gildii, niemal oficjalnym królem czarnej giełdy, rozgałęzionego pasożytniczego podziemia finansowego.

Jego wspólnik, drugi tuz czarnej giełdy, Moszek Wajcman króluje na Placu Bankowym. Obydwaj trzęsą finansami Warszawy…To wszystko, jak żywo, istnieje w nieco zmienionej formie i dzisiaj. świadczą o tym bezsensowne, niewyjaśnione hossy i bessy na naszej gieldzie. Istnieje poza tym cała czarna giełda i cały dział przestępczych transakcji zwanych enigmatycznie "szarą strefą". Skąd te doświadczenia, tak od razu po mistrzowsku wykorzystywane? Brandys jest także hersztem bandy, w skład której wchodzą między innymi: Chaim Halpern "Grubasek", Abraham Frondzist "Parch" i Mojżesz Kirszblum "Kutas", kaleka o jednej nodze, drugą stracił pod tramwajem w czasie ucieczki przed policją. Banda zajmuje się również skupywaniem od włamywaczy i kasiarzy skradzionych akcji. Płaci za nie symboliczną cenę. Akcje te następnie sprzedaje w zaprzyjaźnionych bankach, sprzedający legitymują się kradzionymi przez kieszonkowców lub sfałszowanymi dokumentami osobistymi, których dostarcza na zawołanie znany fałszerz dokumentów Leipziger. Znany, bo fasował już nieraz krótsze lub dłuższe odsiadki.

Z Brandysem współpracuje inna szajka, na czele której stoją Abraham Glikson i Herman Majorek, obydwaj starozakonni, specjalizują się w nielegalnym handlu złotem. Oni to są dyktatorami czarnego rynku złota w Polsce. Potrafią wywołać, i wywołują, wahania cen złota dla swoich celów.

Jednym z wielu wyjątkowo chciwych lichwiarzy żydowskich jest Henryk Tannenbaum. Pożyczał na 15% miesięcznie, ale chętniej zajmował sie, tak jak i wszyscy tu wymienieni, dyskontem weksli. Wszyscy działają i ścisłej koordynacji i według z góry ustalonej tajnej strategii.

Przez płatnych informatorów i wywiadowców "namierzają" większe przedsiębiorstwa, którym mogą zorganizować trudności, albo trudności takie te przedsiębiorstwa już mają.

"śpieszą z pomocą" proponując dyskonto weksla, na który wystawiający nie ma pokrycia. Następnym krokiem jest weksel w ogóle sfałszowany, następnym - szantaż.

Jeśli szantażowany nie wykonuje tego, co się mu każe, ujawnia się jego przestępstwo, co zwykle kończy się sądem i kompromitacją. Szajka ta, a ściślej biorąc szajki, mają na swym koncie dziesiątki samobójczych ofiar. Ludzie na ogół uczciwi wciągnięci w brudne interesy, w których tracili wszystko, woleli strzał w skroń, niż życie z poczuciem utraty czci.

Ten syndykat żydowskich szajek zajmował się również przemytem złota do Czechosłowacji. Centralą była Bratysława, gdzie rezydowali wysłannicy Brandysa i Abrahama Gliksona. Tamtejsze małe banki były niemal wszystkie na usługach żydowskich rekinów czarnej giełdy z Warszawy. Za większość sznurków pociągał Israel vel Henryk Brandys. Zawsze uśmiechnięty, zawsze zadowolony, z monoklem w oku, zgrywał Francuza, mówił francuszczyzną fatalną. Często podróżował do Rumunii i Węgier, gdzie również prowadził swoje tajemne interesy.

Największą, i bodaj najbardziej szkodliwą dla gospodarki polskiej aferą, jaką zorganizował Brandys była "repatriacja" obligacji 7% pożyczki stabilizacyjnej. Obligacje pożyczki były obliczone na firmy i kontrahentów zagranicznych, i tam też zostały głównie rozsprzedane. Wysłannicy Brandysa wykupują duże ilości obligacji w USA po niskiej cenie i przemycają je przez Rumunię, Czechosłowację i Węgry do Polski. Tutaj obligacje podlegają wykupowi przez bank państwowy po wysokich cenach, plus premia. W ten sposób powraca do kraju duża ilość obligacji z ogromną szkodą dla państwa, kurcząc gwarancje płatnicze Polski za granicą.

"W zamian" Brandys wyprowadza z Polski za granicę ogromne sumy w obcych walutach skupowanych tu nader korzystnie. Aferzysta wykorzystuje w swych machinacjach walutowych również i polityczne przypadki, świadczy to o skali w jakiej działa…Gdy zaostrzyły się stosunki z Litwą (ultimatum), Brandys rzuca pod banki wieluset ludzi pozostających w jego dyspozycji. Udało się wówczas, nie jest powiedziane, że po raz pierwszy, wywołać niepokój na giełdzie i w rezultacie sztuczną bessę. Kupił wtedy za bezcen dziesiątki tysięcy akcji, polując przede wszystkim na akcje premiowe.

Jakie były dalsze losy Israela vel Henryka Brandysa? - nie wiadomo, wiedzą to zapewne jego dwaj żyjący synowie. Na pewno siedział czas pewien w kryminale a potem trafił do Berezy Kartuskiej.

<<< Rozdział 7 | Rozdział 9 >>>